Najczęstsze pytanie w pierwszej rozmowie nie dotyczy technologii ani ceny, tylko tego, jak to będzie wyglądać w praktyce. Kto z kim rozmawia, co trzeba dostarczyć, kiedy widać pierwszy efekt. Poniżej cały proces projektowy, bez upiększania.
Pierwsza doba i warsztat
Każda wiadomość dostaje odpowiedź w ciągu 24 godzin. To nie jest slogan ze strony, tylko zasada operacyjna: jeśli ktoś pisze o projekcie, dostaje konkretną odpowiedź albo pytanie, które popchnie sprawę dalej, jeszcze tego samego dnia roboczego.
W tej odpowiedzi zwykle nie ma wyceny. Jest kilka pytań: co ma się wydarzyć po wdrożeniu, jaki jest termin, czy coś już istnieje i czy w firmie jest osoba decyzyjna po drugiej stronie. Wycena bez tych informacji byłaby zgadywaniem, a zgadywane wyceny rozjeżdżają się w połowie projektu.
Potem siadamy na jedną albo dwie rozmowy. Interesuje nas, kto kupuje, jak wygląda ścieżka sprzedaży dzisiaj, co w niej nie działa i jak firma pozna, że projekt się udał. Pytamy też o rzeczy niewygodne: czym przegrywacie z konkurencją i czego klienci nie rozumieją w waszej ofercie.
Ten etap wygląda niepozornie, a rozstrzyga najwięcej. Połowa złych stron w internecie powstała dlatego, że nikt na starcie nie zapytał, czemu ta strona ma właściwie służyć. Poprawki na tym etapie kosztują godziny rozmowy, po wdrożeniu kosztują tygodnie pracy.
Warsztat kończy się spisanym podsumowaniem: co budujemy, dla kogo, co będzie miarą sukcesu i czego świadomie nie robimy. Ten ostatni punkt bywa najważniejszy, bo zakres, którego nikt nie ograniczył, rośnie sam przez cały projekt.
Wycena: stała kwota za ustalony zakres
Po warsztacie dostajesz zakres spisany punkt po punkcie i stałą cenę za ten zakres, płatną w etapach. Nie rozliczamy się z godzin, bo przy projektach kreatywnych to przerzuca ryzyko na klienta i premiuje wolną pracę.
Na cenę składa się liczba ekranów i szablonów oraz to, czy projektujemy od zera, czy rozwijamy istniejącą identyfikację. Dochodzi do tego ilość treści do napisania i liczba integracji z systemami po Twojej stronie. Osobno liczy się wideo i prowadzenie kampanii, jeśli są w pakiecie.
Zmiany zakresu zdarzają się prawie zawsze i to jest normalne. Zasada jest jedna: wyceniamy je, zanim je zrobimy. Klient nigdy nie dostaje faktury z pozycją, o której nie wiedział.
Najczęstsze pytanie brzmi: od czego zależy cena strony. Od liczby unikalnych ekranów bardziej niż od liczby zakładek, od tego, czy treść jest gotowa, i od liczby systemów, które trzeba ze sobą spiąć. Dwa serwisy z identycznym menu potrafią różnić się kosztem kilkukrotnie.
Etapy: strategia, design, kod, treść
Praca idzie etapami, każdy z konkretnym punktem akceptacji. Strategia i struktura: co jest na stronie, w jakiej kolejności i dlaczego. Design: najpierw kluczowe ekrany, potem reszta, w systemie, który da się rozwijać. Kod: Next.js, React, TypeScript, z dbałością o szybkość i dostępność od pierwszego commita.
Treść piszemy równolegle z designem, nie po nim. Układ zaprojektowany pod „lorem ipsum” pęka w dniu, w którym wchodzą prawdziwe zdania. Jeśli masz własnego copywritera, pracujemy z nim; jeśli nie, piszemy sami i dajemy to do akceptacji.
Jeśli w projekcie jest wideo, dzień zdjęciowy planujemy wcześnie, bo pogoda i dostępność ludzi rządzą się własnym kalendarzem. Materiał musi być gotowy na start, a nie dwa miesiące po nim.
Na każdym etapie pokazujemy pracę w toku, a nie gotowy efekt na końcu. Bywa to niewygodne, bo widać rzeczy niedokończone, ale pozwala zawrócić w tydzień zamiast po dwóch miesiącach.

Wdrożenie i start kampanii
Nowe projekty wdrażamy na własnym klastrze Kubernetes za Cloudflare. Każda zmiana w kodzie przechodzi przez automatyczny build i trafia na serwer bez ręcznego wgrywania plików. Środowisko testowe dostajesz wcześniej, więc widzisz stronę na długo przed startem.
Dla klienta oznacza to przewidywalny czas wdrożenia poprawki i możliwość cofnięcia zmiany, gdy coś pójdzie nie tak. Znika też sytuacja, w której strona leży, a nikt nie wie dlaczego, bo hosting jest czyjś i nikt nie ma do niego dostępu.
Start strony to nie koniec, tylko warunek wstępny. Po wdrożeniu ustawiamy pomiar, a potem kampanie w kanałach, w których faktycznie jest Twój klient. Czasem to Meta i lokalna prasa, jak przy inwestycjach deweloperskich. Czasem Google i LinkedIn, jeśli sprzedaż idzie przez zapytania ofertowe.
Raport przychodzi co miesiąc, na jedną stronę: co zrobiliśmy, co to dało, co zmieniamy. Bez słownika terminów i bez wykresów, które mają zrobić wrażenie zamiast coś wyjaśnić.
Dlaczego jeden zespół zamiast trzech agencji
Typowy układ wygląda tak: brandingiem zajmuje się studio graficzne, stroną software house, a kampaniami agencja marketingowa. Każda z tych firm robi swoją część dobrze i każda zakłada, że problem leży po stronie pozostałych. Klient zostaje z rolą tłumacza między trzema zespołami, których nie zatrudniał po to, żeby je godzić.
U nas strategia, design, kod, wideo i kampanie robią te same osoby. Materiał ze zdjęć trafia na stronę i do reklam w tej samej konwencji. Gdy kampania pokazuje, że nagłówek nie działa, poprawiamy go na stronie tego samego dnia, bez negocjacji o to, kto za to płaci.
To nie znaczy, że zawsze robimy wszystko sami. Przy zadaniach bardzo specjalistycznych, jak zdjęcia produktowe w studiu czy tłumaczenia przysięgłe, dobieramy ludzi z zewnątrz. Różnica polega na tym, że to my ich prowadzimy i odpowiadamy za wynik, zamiast odsyłać klienta do kolejnej firmy.
To także sposób na drugi i trzeci projekt. Znamy już markę, mamy pliki źródłowe i wiemy, co zadziałało wcześniej, więc kolejne zlecenie startuje z wyższego pułapu.
Co dostajesz na koniec
Pełne prawa do projektu i kodu, repozytorium, dostępy do wszystkiego, co powstało, dokumentację i krótkie szkolenie z obsługi. Pliki źródłowe grafik i materiały wideo w wersjach roboczych również są Twoje.
Nie budujemy uzależnienia od siebie. Jeśli za rok zechcesz przenieść projekt do innego zespołu, ma on wszystko, czego potrzebuje, żeby ruszyć dalej. W praktyce klienci zostają, ale to powinien być ich wybór, a nie skutek zamkniętego dostępu do własnej strony.
Samo przekazanie traktujemy jak osobny etap, nie jak wysłanie linku. Umawiamy rozmowę, na której pokazujemy, jak zmienić treść, gdzie leżą dostępy i co zrobić, gdy coś przestanie działać. Nagranie z tego spotkania zostaje u klienta, bo osoba odpowiedzialna za stronę zmienia się w firmach szybciej niż sama strona.
Kiedy nie jesteśmy dobrym wyborem
Jeśli potrzebujesz najtańszej strony na rynku, znajdziesz tańszych wykonawców i nie będzie w tym nic złego. Nasza praca ma sens wtedy, gdy strona albo kampania ma coś sprzedawać, a nie tylko istnieć.
Nie jesteśmy też dobrym adresem, gdy ktoś szuka wyłącznie rąk do klepania gotowego projektu bez prawa do zadawania pytań, gdy decyzje w firmie zapadają kolegialnie przez komitet bez jednej osoby odpowiedzialnej albo gdy termin jest tak krótki, że jedyną opcją jest szablon uzupełniony treścią. W ostatnim przypadku mówimy to wprost na pierwszej rozmowie.
Zanim wyślesz zapytanie gdziekolwiek, spisz dwie rzeczy: co ma się zmienić w firmie po wdrożeniu i po czym poznasz, że się udało. Z tymi dwoma zdaniami każda rozmowa z wykonawcą idzie szybciej, a wyceny, które dostaniesz, będą porównywalne.
Gdy będziesz gotowy, napisz na hello@dopest.studio. Odpowiadamy w ciągu doby, także na pytania, które na razie są tylko luźnym pomysłem.



